Podglądanie reklam konkurenta: co naprawdę widać
Biblioteki reklam pokazują kreacje, nigdy budżety. Oto co jest naprawdę widoczne, co nigdy nie będzie mimo obietnic, i jak wywnioskować resztę z sygnałów możliwych do sprawdzenia.
Zacznijmy od tego, co większość artykułów na ten temat przed wami ukrywa: nikt nie może zobaczyć budżetu reklamowego konkurenta. Ani wy, ani płatne narzędzia, ani agencje, które to obiecują. Ta liczba nie istnieje nigdzie poza kontem reklamowym reklamodawcy.
To, co widoczne, jest za to widoczne o wiele bardziej, niż się sądzi, i całkowicie legalnie. Odkąd wielkim platformom nałożono obowiązki przejrzystości, aktywne reklamy można oglądać publicznie, wraz z ich grafikami, tekstami i datami emisji. To już bardzo dużo, pod warunkiem że wiecie, co z tego wyciągnąć.
Oto dokładna granica między jednym a drugim, i to, co da się wywnioskować, zostając po właściwej stronie.
Co możecie zobaczyć, za darmo
Kreacje aktualnie emitowane
Biblioteki reklam wielkich platform wymieniają aktywne reklamy dowolnego reklamodawcy. Widzicie grafikę albo film, hasło otwierające, tekst, przycisk i stronę docelową. Większość z nich nie wymaga nawet zakładania konta.
To najużyteczniejszy surowiec, bo pokazuje argument, który konkurent postanowił wysunąć na przód, a nie ten, który wystawia na swojej stronie.
Data pierwszej emisji
Każda reklama nosi datę uruchomienia. To najbardziej niedoceniana informacja w całej bibliotece, i wracam do niej szczegółowo niżej, bo sama zastępuje połowę liczb, które chcielibyście mieć.
Liczba wariantów
Ta sama kampania pojawia się często w kilku egzemplarzach, z różnymi grafikami albo hasłami. Ta liczba mówi wam, jak mocno reklamodawca testuje, a więc jak poważnie pracuje na tym kanale.
Piksele zainstalowane na stronie
To akurat nie pochodzi z bibliotek, lecz z samej strony. Znaczniki pomiarowe ładuje przeglądarka: widać zatem, jakie sieci reklamowe są podpięte, nawet gdy w tej chwili nic nie jest emitowane. Piksel obecny od dawna w sklepie, który dziś nic nie emituje, sam w sobie opowiada historię.
Czego nigdy nie zobaczycie
Cztery rzeczy pozostają poza zasięgiem i żadne poważne narzędzie nie twierdzi inaczej.
Budżet. Ani wydana kwota, ani koszt kliknięcia, ani koszt pozyskania. Te liczby żyją na koncie reklamowym i z niego nie wychodzą.
Dokładne kierowanie. Nie dowiecie się, jakie grupy odbiorców są brane na cel ani jakie wykluczenia ustawiono. Niektóre platformy pokazują przedziały wieku albo kraje przy reklamie politycznej, przy handlowej nigdy.
Wyniki. Żadnego wskaźnika kliknięć, żadnego zwrotu z nakładów. Bardzo widoczna reklama może być kosztowną porażką, a dyskretna najbardziej dochodową na koncie.
To, co wyłączono. Biblioteki pokazują przede wszystkim to, co aktywne. Pełna historia dawnych kampanii wraz z powodami zatrzymania nie jest publiczna.
Zapamiętajcie tę granicę, bo określa całą resztę: obserwujecie decyzje, nie wyniki.
Najpewniejszy sygnał: czas emisji
Dlaczego czas zastępuje budżet
Nikt nie płaci długo za reklamę, która traci pieniądze. To jedyna reguła ekonomiczna, która trzyma się w tej dziedzinie, i zamienia datę w informację pierwszego rzędu.
Reklama emitowana od trzech miesięcy bez przerwy jest niemal na pewno dochodowa. Ta uruchomiona cztery dni temu nie mówi wam nic: to test, a większość testów kończy się porażką.
Jak czytać daty
Ułóżcie reklamy konkurenta według wieku, a nie kolejności wyświetlania. Te, które przetrwały ponad sześćdziesiąt dni, tworzą jego fundament: to argumenty potwierdzone prawdziwymi pieniędzmi. Świeże tworzą jego kolejkę prób, ciekawą po to, by zobaczyć, gdzie szuka, nie po to, by go naśladować.
Jeśli jedna jedyna kreacja chodzi od bardzo dawna i nic więcej się nie rusza, macie przed sobą reklamodawcę, który znalazł swoją formułę i przestał szukać. To pozycja zarazem wygodna i wrażliwa.
Czytać kreacje, nie kopiując ich
Hasło nazywa problem
Pierwsze słowa reklamy zdradzają, który problem konkurent uważa za najboleśniejszy dla swojego klienta. Dwa sklepy sprzedające ten sam produkt z dwoma różnymi hasłami nie mówią do tych samych ludzi, i to właśnie tam często jest wasze miejsce.
Format nazywa etap ścieżki
Długi film pokazowy nie służy temu samemu momentowi co karuzela produktów albo pojedyncza grafika z kodem rabatowym. Dostrzeżenie, jakie formaty współistnieją, pokazuje wam, czy reklamodawca pracuje na całej ścieżce, czy tylko na jej końcu.
Strona docelowa nazywa strategię
Pójdźcie za odnośnikiem. Reklama prowadząca do karty produktu szuka natychmiastowej sprzedaży. Prowadząca do artykułu albo ankiety buduje odbiorców, zanim zacznie sprzedawać. To drugie podejście kosztuje więcej na starcie i lepiej znosi upływ czasu.
Co dodają piksele
Piksel to znacznik, który reklamodawca instaluje, by mierzyć i ponawiać kontakt. Jego obecność jest deklaracją zamiaru znacznie pewniejszą niż pojedyncza reklama.
Kilka sieci podpiętych naraz sygnalizuje rozproszenie, a więc budżet i zespół. Jedna sieć sygnalizuje zależność, a dla was okazję gdzie indziej. Brak pikseli w sklepie, który ma ruch, oznacza, że żyje z czegoś innego: z wyszukiwarek, z mediów społecznościowych bez płatnej promocji albo z już zbudowanej publiczności. Ten ostatni przypadek jest najbardziej pouczający, bo dowodzi, że rynek da się wziąć bez budżetu reklamowego.
A stary piksel w sklepie, który dziś nic nie emituje, wskazuje na zatrzymaną kampanię. Często dlatego, że się nie opłacała.
Metoda, w godzinę
Weźcie dziesięciu konkurentów, nie jednego. Nie chodzi o sekcję jednego sklepu, tylko o zobaczenie, co powtarza się u wszystkich.
Dla każdego zanotujcie trzy rzeczy: ile reklam jest aktywnych, od kiedy chodzi najstarsza i jakie sieci są podpięte na stronie. Dopiszcie potem hasło najstarszej reklamy, słowo w słowo. W godzinę macie tabelę, która bez żadnych wątpliwych szacunków pokazuje, kto inwestuje, od jak dawna i z jakim argumentem.
Ta tabela jest warta więcej niż płatny raport, który poda wam wymyślony budżet.
Co z tym potem zrobić
Pokusa jest taka, żeby skopiować najlepszą reklamę. To najgorsze możliwe użycie tej pracy, z prostego powodu: kopiowalibyście widoczny efekt układu, którego nie widzicie. Ta sama kreacja, podana innym odbiorcom, z inną stroną i inną ceną, nie da tego samego skutku.
Szukajcie raczej nieobecności. Jakiego argumentu nikt nie używa? Jakiego formatu nikt nie próbuje? Jakiego zarzutu wszyscy unikają? Na rynku, gdzie dziesięciu konkurentów mówi to samo od pół roku, dochodową pozycją rzadko bywa jedenaste powtórzenie.
I zawsze zestawiajcie to, co widzicie, z resztą: bardzo widoczny reklamodawca w sklepie z asortymentem sprzed dwóch lat i bez świeżych opinii wcale nie musi być w dobrej kondycji. Reklama to jeden sygnał z wielu, do skrzyżowania z ruchem i asortymentem, jak opisujemy w naszym artykule o analizie sklepu konkurenta.
Błędy, które wypaczają wszystko
Mylenie widoczności z budżetem. Reklamodawca może zalewać wasz ekran dlatego, że jesteście dokładnie jego celem, przy skromnym, ale świetnie wycelowanym budżecie.
Branie świeżej reklamy za dowód. Dopóki nie przetrwa kilku tygodni, nie dowodzi zupełnie niczego.
Pomijanie kraju emisji. Ta sama marka często emituje inne przekazy na różnych rynkach. Sprawdźcie, że patrzycie na swój.
Wiara narzędziom, które pokazują budżet. Ta liczba zawsze jest szacunkiem pochodnym, nigdy danymi. Narzędzie, które podaje ją bez marginesu błędu, sprzedaje wam pewność siebie, nie informację.
Patrzenie na jednego konkurenta. Jeden reklamodawca może się mylić miesiącami. Dziesięciu robiących to samo od pół roku to inna sprawa.
Najczęstsze pytania
Czy oglądanie reklam konkurencji jest legalne?
Tak, bez dwuznaczności. Te biblioteki powstały dla przejrzystości i są otwarte dla wszystkich. Oglądacie to, co reklamodawca rozpowszechnia publicznie, tak samo jak plakat na ulicy.
Czy konkurent wie, że go sprawdzam?
Nie. Przeglądanie biblioteki reklam jest anonimowe i nikt nie dostaje o tym powiadomienia.
Czy można zobaczyć reklamy już wyłączone?
Rzadko i niekompletnie. Dlatego warto wyrobić sobie nawyk regularnego notowania tego, co chodzi: wasza własna historia stanie się bogatsza niż to, co przechowuje platforma.
Czy potrzeba do tego płatnego narzędzia?
Nie do kreacji, które są publiczne. Narzędzie zarabia na swoje miejsce tam, gdzie trzeba zestawiać: wykryć zainstalowane piksele, śledzić zmiany w czasie i porównać dziesięć sklepów w jednej tabeli.
Od czego zacząć w tym tygodniu
Trzy działania, w tej kolejności, a pierwsze zajmuje dziesięć minut.
Otwórzcie bibliotekę reklam swojej głównej sieci, wyszukajcie trzech najbliższych konkurentów i zanotujcie wyłącznie datę najstarszej aktywnej reklamy każdego z nich. Od razu będziecie wiedzieć, który znalazł coś, co działa. Potem poszerzcie do dziesięciu konkurentów i dopiszcie liczbę aktywnych wariantów, co oddziela tych, którzy testują, od tych, którzy dryfują. Zakończcie spisaniem sieci podpiętych w każdym sklepie, żeby zobaczyć, kto zależy od jednego kanału.
Ręcznie ten spis zjada pół przedpołudnia i traci ważność w dwa tygodnie. Evidio robi to z poziomu przeglądarki, w dowolnym sklepie: piksele reklamowe i aktywne sieci, szacowany ruch i jego źródła, zainstalowane aplikacje, produkty wyeksponowane i skład techniczny, z eksportem, żeby dziesięciu konkurentów trafiło do jednej tabeli. Rozszerzenie jest darmowe, a nasze plany służą wyłącznie do śledzenia tej zmiany w czasie.
Żeby pójść dalej w tym, co te sklepy naprawdę sprzedają, pałeczkę przejmuje nasza metoda szukania zwycięskiego produktu.
Evidio
Zespół Evidio
